Strony

czwartek, 26 stycznia 2017

Podróże dookoła świata z Nelą - małą reporterką

Naszą przygodę z Nelą zaczęliśmy już jakiś czas temu, śledząc filmowe relacje z jej podróży emitowane w TVP ABC. Niedawno kupiłam pierwszą książkę małej reporterki i „przepadliśmy”… OBOJE J Czytamy kolejne części, wraz z Nelą podziwiamy piękno świata, poznajemy poszczególne kontynenty, egzotyczne kraje, ludzi i ich zwyczaje, bogactwo flory/fauny oraz… snujemy marzenia o doświadczeniu choćby namiastki tego w przyszłości.

Dotychczas ukazały się następujące pozycje:
  • 10 niesamowitych przygód Neli.
  • Nela na 3 kontynentach. Podróże w nieznane.
  • Nela i tajemnice świata.
  • Nela na tropie przygód.
  • Śladami Neli przez dżunglę, morza i oceany.
  • Nela na kole podbiegunowym.

Warto podkreślić, że wszystkie części są przepięknie wydane: twarda okładka, gładki – albumowy papier, mnóstwo zdjęć, aż chce się kartkować i podziwiać zanim jeszcze rozpocznie się lekturę.

Książki zawierają mnóstwo ciekawostek podanych w przystępny dla dzieci sposób. Z radością obserwujemy, jak młody chłonie te informacje, opowiada, dopytuje, ba! – testuje naszą wiedzę, zadając zagadki w stylu: Dlaczego niedźwiedź polarny nie poluje na pingwiny? Co to jest maskonur? Czym różnią się rogi od poroża? Co jest przysmakiem reniferów i dlaczego nocą świecą im poroża? Dlaczego Antarktyda jest kontynentem a Arktyka nie? Jak nazywa się najmniejszy ptak świata? Dlaczego nie powinniśmy uśmiechać się do małp? Które zwierzę większość swojego życia spędza do góry nogami? Przyznaję, że na znaczną część tych pytań nie umiałabym odpowiedzieć przed przeczytaniem książek.

Bez wątpienia atutem książek są piękne zdjęcia, liczne schematy i mapy, które pozwalają zwizualizować to, o czym czytamy.



Autorka bardzo często zwraca się bezpośrednio do młodego czytelnika, zadaje pytania, próbując go zaktywizować i „porwać” do wspólnego odkrywania tajemnic świata. Opisując swoje przygody, odwołuje się do emocji towarzyszących jej w podróży, np. podczas nocnego rejsu po Amazonce pełnej kajmanów i piranii, wyprawy w głąb dżungli, jazdy psim zaprzęgiem. Strach, radość, fascynacja, zmęczenie, niepokój udzielają się czytelnikowi, dzięki czemu z wielkim zaciekawieniem słucha poszczególnych opowieści.

Dodatkową atrakcją są multimedialne „dodatki” znajdujące się w 3 ostatnich częściach. Książki zawierają liczne kody QR, wystarczy ściągnąć na tablet lub telefon darmową aplikację SEE MORE, zeskanować kod i możemy oglądać filmiki uzupełniające czytane historie.

Książki szczerze polecamy i sami czekamy na kolejne!

piątek, 20 stycznia 2017

Eksperymenty, czyli domowe czary-mary

Od tygodnia siedzimy z młodym w domu uziemieni choróbskiem. Taki bonus do ferii i matczynego urlopu, abym się przypadkiem za bardzo nie rozleniwiła 😉 Żeby jakoś ciekawie spożytkować ten czas, postawiliśmy na eksperymenty. Fantastyczny wabik na każdego, ciekawego świata przedszkolaka. Gwarancja wyśmienitej zabawy zarówno dla kilkulatków, jak i dorosłych, a jednocześnie solidny łyk podstaw fizyki i chemii - jakkolwiek poważnie to nie brzmi.
Zapraszamy zatem do naszego domowego laboratorium i zachęcamy do działania!

Tęcza w szklance

 Do eksperymentu potrzebne będą:
- barwniki spożywcze
- woda
- cukier
- przezroczyste pojemniki/szklanki (liczba zależna od ilości kolorów, z których będziemy tworzyć tęczę)
- strzykawka lub pipeta

Wykonanie
Wlewamy taką samą ilość wody do każdej szklanki i zabarwiamy ciecz w poszczególnych naczyniach na inny kolor. Następnie wsypujemy cukier wg zasady: pierwsza szklanka - 1 łyżka, druga szklanka - 2 łyżki, trzecia - 3 łyżki itd. Mieszamy roztwory do całkowitego rozpuszczenia cukru. Już wówczas dziecko zauważa ciekawe zjawisko, że płyn w poszczególnych naczyniach zwiększył swą objętość w zależności od ilości dosypanego cukru, zmienił też swą konsystencję, u nas w ostatniej szklance powstał wręcz lepik. Za pomocą strzykawki bądź pipety wlewamy poszczególne kolory do czystego naczynia, pamiętając, by zacząć od tego, który ma największą gęstość. Ważne jest również, aby ciecz wlewać delikatnie, najlepiej kierując strumień na ścianki naczynia, dzięki temu unikniemy wymieszania kolorów. U nas pomarańczowy kolor jest praktycznie niewidoczny, ale efekt końcowy i tak nas zadowolił.


Mieszanie kolorów

Doświadczenie przeprowadziliśmy już jakiś czas temu, natomiast tym razem przypomnieliśmy je sobie, przygotowując materiał do wykonania tęczy.

Do zabawy wykorzystaliśmy:
- słoiki
- barwniki spożywcze w 3 podstawowych kolorach: żółty, czerwony, niebieski
- łyżeczkę
- kartę pracy zawierającą instrukcję do wykonania ćwiczenia (do pobrania TUTAJ)

Łączyliśmy ze sobą kolory podstawowe i obserwowaliśmy, jakie otrzymamy barwy pochodne. Nie ukrywam, że już samo przelewanie płynów stanowiło dla młodego olbrzymią frajdę.


Znikający atrament

Do przeprowadzenia eksperymentu potrzebne będą:
- 2 szklanki
- atrament (my wykorzystaliśmy z naboju do pióra)
- pipetka lub strzykawka
- łyżeczka
- ocet
- zimna i gorąca woda

Wykonanie
Do szklanki z zimną wodą wciskamy kilka kropli atramentu. Dusiek z zaciekawieniem obserwował piękne kształty tworzone przez opadający powoli na dno naczynia atrament. Po chwili stały się one coraz mniej wyraziste, wówczas zamieszaliśmy ciecz łyżeczką, atrament całkowicie rozpuścił się w wodzie, barwiąc ją na charakterystyczny niebieski kolor.
Do drugiej szklanki nalaliśmy wrzątku, następnie wstrzyknęliśmy kilka kropel atramentu. Ku naszemu zaskoczeniu atrament szybko rozpuścił się w wodzie, a po chwili… całkowicie zniknął, ciecz pozostała przezroczysta. Młody nie odpuścił i postanowił wpuścić kolejne krople. Efekt taki sam, po wymieszaniu ciecz nadal nie zmieniała koloru. Ale to nie koniec zagadkowych zjawisk. Do bezbarwnego roztworu dodaliśmy dosłownie kilka kropli octu. Ciecz błyskawicznie „odzyskała” swój piękny - atramentowy kolor, jeszcze bardziej intensywny niż w szklance z zimną wodą, bowiem do tej mikstury wlaliśmy zdecydowanie więcej atramentu.


Znikająca woda

Do wykonania eksperymentu potrzebne będą:
- głęboki talerz
- woda (u nas dla lepszego efektu zabarwiona na niebiesko)
- świeczka
- słoik
- zapałki/zapalniczka

Wykonanie
Zapalamy świeczkę i stawiamy ją na środku talerza wypełnionego wodą. Następnie przykrywamy świeczkę słoikiem, odcinając tym samym dopływ tlenu, który podtrzymywał płomień. Ciekawostką dla dziecka z pewnością będzie fakt, że płomień świecy gaśnie nie tylko wskutek zdmuchnięcia. Jednocześnie zaobserwowaliśmy bardzo ciekawe zjawisko zniknięcia wody z talerza, została ona całkowicie wciągnięta/zassana do słoika, czemu towarzyszyły ciekawe efekty akustyczne.


Samonadmuchujący się balon

Do doświadczenia potrzebne są:
- ocet
- soda
- przezroczysta butelka
- balon
- łyżeczka, ew. lejek

Wykonanie
Do butelki wlewamy ocet (ok. 1/2 szklanki), do balonu wsypujemy sodę oczyszczoną i zakładamy końcówkę balonu na szyjkę butelki - dość głęboko, by nie spadł z butelki podczas eksperymentu. Następnie dziecko podnosi balon, wsypując jego zawartość do butelki. Momentalnie balon powiększa się. Dzieje się tak na skutek uwalniania się dwutlenku węgla. Zaskoczenie młodego bezcenne!


Elektrostatyczne czary-mary

Czas na kilka naprawdę prostych w wykonaniu, ale efektownych ćwiczeń. Gwarantujemy, że niejeden włos stanie dęba - dosłownie i w przenośni 😉

Kartkę papieru tniemy na drobne kawałki (można wykorzystać również dziurkacz albo gotowe confetti). Dmuchamy balon, a następnie pocieramy nim o ubranie (najlepiej wełniane) bądź włosy. Przybliżamy balon do skrawków papieru, zaczynają one podskakiwać i przyklejać się do balonu. Dlaczego tak się dzieje? Balon podczas pocierania naelektryzował się ujemnie, skrawki papieru mają natomiast ładunek dodatni, dlatego balon je przyciąga.


„Naelektryzowany” balon „przykleiliśmy” również do ściany i sufitu. Oczywiście frajda była taka, że na jednym się nie skończyło, więc mamy w mieszkaniu iście imprezowy klimat 😉 Idąc za ciosem, wykonaliśmy kolejne ćwiczenie. Wykorzystaliśmy puszkę po coca-coli oraz plastikową linijkę. Linijkę „naelektryzowaliśmy”, a następnie zbliżyliśmy do puszki, oczywiście nie dotykając jej! Niewidzialna siła sprawiła, że puszka zaczęła się toczyć.


Opisaną powyżej zasadę elektrostatyki wykorzystaliśmy również bawiąc się w „Kopciuszka”… Na talerzyk wsypaliśmy trochę gruboziarnistej soli i zmielonego pieprzu. Młody nie krył zdziwienia, kiedy poprosiłam go o rozdzielenie wymieszanych składników - zadanie teoretycznie niemożliwe do wykonania. Okazało się, że nasze elektrostatyczne czary działają, hocus-pocus, pocieramy balonem intensywnie o ubranie/włosy, przybliżamy go do talerzyka i pieprz gwałtownie przykleja się do balonu oddzielając się od cięższej soli.
W
e wszystkich opisanych przypadkach mamy do czynienia z przemieszczaniem się (w konsekwencji tarcia) ładunku elektrycznego z jednego materiału do drugiego, czyli z elektryzowaniem ciał. Ze zjawiskiem tym spotykamy się na co dzień, np. czesząc się, zdejmując swetry, dotykając klamki u drzwi itp.
I na koniec eksperyment, który opisywaliśmy już kiedyś na blogu i do którego chętnie wracamy.

Erupcja wulkanu

Do przygotowania wulkanu z masy solnej potrzebne są:
- 1/2 szklanki mąki
- 1/2 szklanki soli
- 1/3 szklanki ciepłej wody;
Z racji tego, że chcieliśmy mieć dość pokaźny rekwizyt, zwiększyliśmy proporcjonalnie ilość poszczególnych składników, dodatkowo dosypaliśmy kakao, żeby zabarwić nasz wulkan. Z gotowej masy wspólnymi siłami uformowaliśmy stożek, wkładając w środek mały słoiczek i tak powstał krater. Nasze dzieło wrzuciliśmy na niecałe pół godziny do piekarnika i suszyliśmy w temp. 100 st. Gdy wulkan ostygł, młody u jego podnóża „stworzył” miasteczko, zbudował z klocków domki i poustawiał drzewa. 

Wykonanie
Do krateru wlaliśmy roztwór z wody, sody oraz czerwonej farbki plakatowej, można oczywiście użyć barwnika spożywczego. Następnie napełniłam strzykawkę octem i wręczyłam ją młodemu. Dobrze, że przejęty eksperymentem nie wrócił pamięcią do śmigusa-dyngusa. Pierwsza próba nieśmiała, Adaś delikatnie wstrzykiwał płyn do krateru i po chwili na powierzchnię zaczęły wypływać strużki lawy. Kolejna próba, zdecydowanie bardziej dynamiczna i widowiskowa, po ścianach naszego wulkanu spływały potoki „lawy”, zalewając częściowo miasteczko, dzięki czemu udało nam się pokazać, jak groźnym zjawiskiem jest erupcja wulkanu. 


Podsumowując, zachęcamy do eksperymentowania tych, którzy jeszcze tego ze swoimi maluchami nie doświadczyli. To nie tylko wspaniała zabawa, ale i solidna dawka wiedzy. Młody nawołuje o jeszcze 😊 
Zatem, moi drodzy, szukamy inspiracji. Podzielcie się tym, co u Was wywołało zachwyt bądź zdziwienie młodych odkrywców.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Czym zająć dziecko w podróży?


Długa podróż z dzieckiem to wyzwanie dla każdego rodzica. Zwłaszcza jeśli na pokładzie mamy niezwykle żywiołowy „egzemplarz”, który w aucie NIGDY (!) nie usypia. Co więcej, u którego poziom energii od momentu uziemienia w foteliku diabelsko wzrasta wraz z każdym przejechanym kilometrem i niebezpiecznie szuka ujścia.  Jak zatem spożytkować tę energię i zająć malucha na dłuższą chwilę, by podróż minęła całkiem przyjemnie?


Oto nasze propozycje:
(wiek 3-6 lat)


Dobble Kids

Dziecięca odsłona klasycznego Dobble. Gra zawiera 30 kart, na których znajdują się wizerunki zwierząt. Celem gry jest odnalezienie na dwóch krążkach tego samego zwierzęcia o tym samym kształcie, kolorze, różniącego się jedynie rozmiarem. Zadanie pozornie banalne, jednak gdy w grę wchodzi presja czasu (kto pierwszy, ten lepszy), rywalizacja i graficzny chaos na krążkach – nawet dorosły musi się dobrze skoncentrować. 


Wariantów gry jest wiele, zróżnicowany jest również poziom trudności, zatem grę śmiało możemy polecić już 3-latkom, górna granica wieku nieograniczona :) Dobble pozwala ćwiczyć refleks, koncentrację, spostrzegawczość, uczy przestrzegania reguł i zdrowej rywalizacji. Polecamy! Można również, wykorzystując zainteresowania dziecka, stworzyć własny zestaw krążków, korzystając z generatora Dobble ( KLIK)


Kółko i krzyżyk

Nowoczesna wersja popularnej zabawy na papierze, przy czym kółko i krzyżyk zastąpione zostały magnetycznymi elementami (w naszym przypadku są to niebieskie i czerwone myszki), a kartka – metalową planszą (pudełkiem). W sieci znaleźć można przepiękne, kuszące oko gotowce. Nasz zestaw przygotowałam sama, wykorzystując dostępne w domu materiały: metalowe opakowanie od kredek, kolorowy papier samoprzylepny, dwa kolory pionków (zarekwirowanych z gry planszowej) oraz taśmę magnetyczną. 


Ze względu na technikę wykonania gra doskonale sprawdza się w podróży, rozwija zdolności logicznego i strategicznego myślenia.


100 zabaw z lisem Fisem (Kapitan Nauka)

Nasze ostatnie odkrycie! Zbiór solidnie wykonanych kart z zadaniami dla 5-6-latków, choć zadania mają tak zróżnicowany poziom trudności, że i 4-latek sobie z dużą częścią poradzi. Do zestawu dołączony jest mazak suchościeralny, co już samo w sobie jest dla malucha atrakcją, wszak i pogryzmolić sobie można bezkarnie, a następnie zetrzeć i podjąć wyzwanie od nowa, korygując ewentualne błędy czy niedociągnięcia. Zestaw zapewni dziecku wiele godzin rozrywki, a przy okazji  nauki.


A co znajduje się na kartach? Są zadania ćwiczące motorykę małą (pisanie po śladzie, łączenie, zakreślanie), przygotowujące do nauki pisania, ćwiczenia na spostrzegawczość (wyszukiwanie różnic /podobieństw między obrazkami, łączenie w pary określonych elementów), zadania logiczne, matematyczne (liczenie, dodawanie i odejmowanie w zakresie do 10), przeróżne labirynty plus solidna dawka wiedzy z zakresu przyrody. Przykładowe karty można podejrzeć na zdjęciach poniżej.





Zaletą kart jest również szata graficzna, rysunki są realistyczne, wyraźne, stonowane kolorystycznie, co nie rozprasza malucha, dzięki czemu łatwo mu się skupić na wykonywanym zadaniu.

Z tej serii dostępny jest również zestaw „100 zabaw z koparką Barbarką”, który z pewnością trafi w nasze łapki w niedługim czasie.



Zagadki i łamigłówki z CzuCzu

CzuCzu znamy i lubimy od dawna. Tym razem sięgnęliśmy po „Fantastyczne gry logiczne” (4+) oraz zagadki (5-6 lat). Wyzwanie na bardzo wiele godzin. 


Pierwszy zestaw zawiera przeróżne zadania aktywizujące: labirynty, szlaczki, rebusy, szukanie różnic/podobieństw, łączenie w pary, rysowanie/kolorowanie wg wzoru lub zgodnie z instrukcją. Znajdują się w nim również liczne zadania językowe i matematyczne, których moje dziecko nigdy nie ma dość. Co ciekawe, książeczka przemyca wiele ciekawostek na temat różnych kontynentów i poszczególnych krajów. Dziecko dowie się m. in., że Włochy słyną z lodów, Szwajcaria z przepysznej czekolady, Grecja z oliwek, we Francji jada się croissanty, Paryż jest uznawany za stolicę mody, po Nowym Jorku jeżdżą żółte taksówki, a Holandia to kraj rowerów i tulipanów. Ciekawostki dotyczą również zwierząt zamieszkujących poszczególne kontynenty, zabytków oraz geografii, pełen misz-masz edukacyjny.  Informacje te są spójne z zadaniami do wykonania, co zwiększa szanse, że dziecko wiele zapamięta. 




Druga pozycja to zadania niewymagające pisania i rysowania.  Na każdej stronie znajdują się trzy zagadki z przeróżnych dziedzin życia, na kolejnej kartce dziecko może samo skontrolować, czy wykonało zadanie poprawnie. 


Zagadki są dobrym wstępem do rozmów na wiele tematów, które wzbudzą zainteresowanie dziecka.


Powyższe propozycje sprawdzają się u nas nie tylko w podróży, ale również jako „zabijacze” domowej nudy. Są małe, zatem bez trudu zmieszczą się w bagażu podręcznym malucha, a zapewniają rozrywkę na bardzo długo. Polecamy!

poniedziałek, 21 marca 2016

Afrykańska przygoda



Nasz marcowy warsztat to ciąg dalszy wpisu geograficznego. Tym razem wybraliśmy się w podróż do Afryki. Wprawdzie ta realna przygoda jeszcze przed nami, ale dzięki zabawie udało nam się poznać piękno i różnorodność tego kontynentu. Dlaczego akurat Afryka? Po pierwsze, brak słońca staje się na tyle dokuczliwy, że człowiek obsesyjnie marzy o wakacjach, cieple i egzotycznych przygodach. Po drugie, młody nieprzerwanie wykazuje zainteresowanie dzikimi zwierzętami oraz środowiskiem, w którym one żyją, a Afryka prezentuje się pod tym względem niezwykle bogato. 

Stworzyłam zatem grę planszową i zaczęliśmy naszą afrykańską przygodę. Na początku ustaliliśmy, jak można dostać się do Afryki. Aby rozpocząć wędrówkę, należy wyrzucić kostką jedno bądź sześć oczek. Do tego czasu globtroterzy załatwiają niezbędne formalności przed podróżą, wszelkie potrzebne szczepienia i wizy :) Następnie poruszamy się już zgodnie z liczbą wyrzuconych oczek.



Trafiamy  m. in. na marokański  targ, który oczarował nas bogactwem kolorów, smaków i zapachów. Wraz z karawaną przemierzamy bezkresne obszary Sahary. Znajdujemy się w centrum burzy piaskowej i szukamy schronienia w oazie. Nocujemy w chacie Berberów, w prezencie od których otrzymujemy „różę pustyni”. W końcu docieramy do Egiptu, gdzie zwiedzamy piramidy. Gracz ma za zadanie pokonać labirynt, przy okazji wyjaśniamy, czym są piramidy, jak są zbudowane, co skrywają itd. Po tych przygodach udajemy się na zasłużony odpoczynek nad Morzem Czerwonym, gdzie nurkujemy i podziwiamy piękno raf koralowych. Następnie odbywamy rejs statkiem po najdłuższej rzece świata – Nilu. W Etiopii poznajemy plemię Mursi, które w nietypowy sposób ozdabia (okalecza) swoje ciało. W Kenii bierzemy udział w safari oraz zwiedzamy jeden z parków narodowych, podziwiając piękno afrykańskiej flory i fauny. Zdobywamy najwyższy szczyt Kilimandżaro. W Ruandzie odwiedzamy szkołę prowadzoną przez polskich misjonarzy. W Kamerunie poznajemy Pigmejów, ich zwyczaje oraz warunki życia. W RPA próbujemy odnaleźć złoto oraz spotykamy kolegę Adasia – Olka, którego mama pochodzi z tego kraju. Nasza podróż kończy się na Madagaskarze, gdzie witają nas urocze lemury. 


Przez całą podróż uczestnicy wyprawy zbierają zdjęcia. Młody biegał z aparatem fotograficznym i udawał, że sam jest reporterem na swojej wyprawie. Był niepocieszony, jak nie udało mu się stanąć na jednym z numerowanych pól i zdobyć kolejnego zdjęcia do kolekcji. Muszę zatem zastanowić się, w jaki sposób zagęścić planszę dodatkowymi miejscami wartymi „zobaczenia”. 

Po zakończonej podróży młody umieszczał zdobyte zdjęcia w albumie i opowiadał o tym, czego doświadczył. Co ważne, gra powinna być rozgrywana z dorosłym, który przy każdym punkcie postojowym, przed wręczeniem pamiątkowego zdjęcia, będzie opowiadał ciekawostki dotyczące danego miejsca i jego mieszkańców. Przyznam, że Dusiek słuchał z wielkim zaciekawieniem. Zabawa mu się podobała i już dopytuje, kiedy będziemy „grać w Europę”.  


Tyle u nas, tymczasem zapraszam na wpisy podróżnicze na innych blogach:

Słowo mamy ED Montessori Karolowa mama Kreo Team Kreatywnym Okiem Matkopolkowo Bez nudy 360 przygód Bawimy się my 3 Biesy dwa Duśkowy świat Dzika jabłoń Elena po polsku Co i robi robcio Jej cały świat Cały świat Karli Tymoszko Igranie z Tosią Kawa z cukrema Laurowy zawrót głowy Kreatywnie w domu Gagatki trzy Guguiowo Ciekawe dzieci Świat Tomskiego Ohana blog On ona i dzieciaki Nasza przygoda diy My home and heart Mama Aga Konfabula Uszywki Zuzinkowej Mamy Mama na pełen etat Schwytane chwile Pomysłowe smyki Z motylem na dłoni Zabawy z Archimedesem Zakrecony belfer Pomieszane z poplątanym Nasze rodzinne podróże Ogarniam wszechświat Kreatywna mama Nasza szkoła domowa FB Dziecko na warsztat

niedziela, 13 marca 2016

O dziecięcej przyjaźni - Gunilla Bergström „Albert i Mika”



O naszym uwielbieniu Alberta Albertsona (na równi dziecięcym co i rodzicielskim) pisałam już kiedyś na blogu (KLIK). Dziś chcielibyśmy polecić kolejną pozycję z serii – „Albert i Mika”, której czytanie jak zwykle sprawiło nam wiele radości.
 

Autorka w zabawny sposób przedstawia przedszkolno-szkolne stereotypy dotyczące różnic pomiędzy chłopcami i dziewczynkami. Zwraca uwagę na ich odmienny sposób bycia, wrażliwość, ulubione zabawy, jednocześnie dyskretnie przekonuje, że nie mogą być one przeszkodą w budowaniu relacji koleżeńskich. 


Potwierdzeniem jest postać tytułowej Miki – koleżanki Alberta, która nie plotkuje, nie płacze z byle powodu, nie stroi się i nie przegląda nieustannie w lustrze, za to ma masę ciekawych pomysłów na zabawę, wspina się na drzewa, nie boi się skakać z wysokości, potrafi stać na jednej ręce, razem z Albertem i Wiktorem buduje domek na drzewie, wbija gwoździe, „jest naprawdę w porządku” – idealny kompan do zabawy! 


Wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia w szkole Albert staje się obiektem kpin ze strony swoich kolegów. Przecież bawi się z dziewczyną, a to niedopuszczalne! 

  
Chłopiec jest smutny, zagubiony i samotny. Jak sobie poradzi z problemem? Nie będziemy zdradzać szczegółów, aby nie odbierać Wam radości czytania.
 

„Albert i Mika” to kolejna książka, w której dzieci bez trudu rozpoznają swoje emocje, lęki i problemy typowe dla wieku przedszkolnego/wczesnoszkolnego. Stanowi świetne źródło rozmowy z dzieckiem na temat przyjaźni, koleżeństwa, zmian w zachowaniu pod wpływem grupy. Przekonuje o tym, że nie płeć ma znaczenie w budowaniu relacji koleżeńskich, lecz wspólne zainteresowania, pasje, porozumienie, radość czerpana z wspólnie spędzanego czasu.  Może być również inspiracją, jak wspaniale można się bawić bez telewizora, telefonu, komputera, które zdecydowanie zbyt mocno zawładnęły dziecięcą rzeczywistością we współczesnym świecie.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Z matematyką na co dzień



O wszechobecności matematyki w naszym życiu nie trzeba nikogo przekonywać. Z radością zatem obserwuję zainteresowanie Adasia tematem i niezmiernie cieszy mnie fakt, jak naturalnie przyswaja matematyczne umiejętności. Obrazy graficzne cyfr zakodował błyskawicznie i odczytywał je dosłownie wszędzie. Zbędne okazały się jakiekolwiek pomoce, wystarczyły pokrętła przy kaloryferach, przyciski w windzie, piloty, numery autobusów komunikacji miejskiej, stopnie Celsjusza na mapach pogody, termometr, a nawet ilość mililitrów wypijanych syropków (efekt uboczny naszego niekończącego się przedszkolnego chorowania…). Mania cyfrowa – dosłownie!
 
Zainspirowana montessoriańskimi pomocami, przygotowałam szorstkie cyfry. Na zielonych tabliczkach przykleiłam cyfry wycięte z papieru ściernego. Adaś wodził palcem po kształcie, zwracając uwagę na właściwy sposób „pisania” danej cyfry, następnie starał się odwzorować poszczególne znaki w rozsypanej kaszy mannie. 


Aby uzmysłowić młodemu, że liczenie to nie tylko słowna wyliczanka od 1-10, zaczęliśmy przyporządkowywać poszczególnym znakom konkretne ilości. Do zabawy wykorzystaliśmy papierowe jeżyki i jabłka. Każdy jeżyk oznaczony był cyfrą, zadanie polegało na przyporządkowaniu mu odpowiedniej ilości jabłek. 


Następnie porównywaliśmy ze sobą wybrane cyfry, określając, gdzie jest mniej jabłek, a gdzie więcej; ćwiczyliśmy również dodawanie. Obecnie faza przeliczania wszystkiego co możliwe nabiera mocy😊
 
Lubimy również bawić się kształtami. Wyszukujemy w naszym otoczeniu różne przedmioty w kształcie koła, kwadratu, prostokąta i trójkąta. Proste ćwiczenie nie tylko utrwalające znajomość podstawowych figur, ale również rozwijające spostrzegawczość. Adaś chętnie bawi się Mozaiką Wydawnictwa Epideixis. Z klocków zróżnicowanych pod względem kształtu i koloru można tworzyć mniej lub bardziej skomplikowane wzory.  Zabawa rozwija koncentrację, umiejętność analizowania, tworzenia logicznych struktur i kombinacji. Młody radzi sobie coraz lepiej, odwzorowuje coraz bardziej skomplikowane układy, ale na pewno zabawka jest rozwojowa, gdyż niektóre wzory stanowią nie lada wyzwanie również dla nas – dorosłych. 


Od niedawna Dusiek wykazuje duże zainteresowanie zegarkiem elektronicznym, odczytuje godziny niemal bezbłędnie. Postanowiliśmy zatem pójść „za ciosem” i zapoznać go z zegarkiem wskazówkowym. Wykorzystaliśmy w tym celu zabawkę z serii „Mały Odkrywca” -  Zegar. Najpierw młody opowiadał, co przedstawiają poszczególne rysunki, szukał analogii do naszej codzienności, po czym układał je po kolei (zwracając uwagę na godziny zamieszczone na kartonikach), tak aby odtworzyły typowy dzień malucha. Następnie przeszliśmy do typowych zabaw zegarowych. Tłumaczyliśmy, jak odczytuje się godziny z zegara wskazówkowego (ograniczając się póki co do głównych godzin i „półgodzin”). Do puzzla z godziną elektroniczną Dusiek dopasowywał kartonik z tą samą godziną na zegarze wskazówkowym. Układanka zawiera kontrolę błędu, co pozwala dziecku samodzielnie korygować ewentualne pomyłki. Następnie młody sam ustawiał daną godzinę na dużym zegarze. 


Wspólnie pokazywaliśmy na zegarze, o której godzinie odbywają się różne powtarzalne wydarzenia/czynności w naszym życiu, o której mama i tata kończą pracę, kiedy odbieramy młodego z przedszkola itp.
 
Bardzo dobrym sposobem na oswajanie dziecka z podstawową matematyką jest granie w gry planszowe. Pierwszą Duśkową planszówkę stworzyłam sama. Zależało mi, by gra nie rozpraszała pstrokacizną, a pola były duże i wyraziste, co ułatwiałoby liczenie. 


Rzucanie kostką, ciekawa – piracka fabuła, pionki w formie łódek i trójwymiarowe rekwizyty – wszystko to zachęcało do kolejnych rozgrywek. Ćwiczyliśmy odczytywanie liczby oczek na kostce, liczenie (w tym dodawanie, jeśli za wyrzucenie 6 oczek otrzymywało się w nagrodę kolejny rzut), wykonywanie poleceń typu: „Przesuń pionek 3 pola do przodu”, „Cofnij się o…”.
Dopełnieniem naszej piracko-matematycznej przygody była książka Natalii Usenko „Bractwo-piractwo. Przygoda matematyczna”. 


Lektura opowiada o pewnej zwariowanej rodzince, która zmęczona codziennością sprzedaje wszystko, co posiada, kupuje statek zwany „Krową morską” i wyrusza ku przygodzie. Jednak, co ważniejsze dla tematu warsztatu, autorka stawia przed młodym czytelnikiem szereg matematycznych wyzwań, aktywizuje do liczenia różnorodnych rzeczy, pokonywania labiryntów.




W poście wybiórczo przedstawiłam nasze matematyczne działania z około roku. Okazuje się, że dzieci bardzo chętnie bawią się matematyką. Oby ta wrodzona ciekawość świata trwała jak najdłużej. Zachęcam do odwiedzenia blogów pozostałych uczestniczek projektu Dziecko na warsztat, znajdziecie tam wiele wspaniałych pomysłów na matematyczne zabawy dla małych i „dużych". 




Wokół dzieci Słowo mamy ED Montessori Karolowa mama Kreo Team Kreatywnym Okiem Matkopolkowo Bez nudy 360 przygód Bawimy się my 3 Biesy dwa Duśkowy świat Dzika jabłoń Elena po polsku Co robi Robcio Cały świat Karli Jej cały świat Tymoszko Igranie z Tosią Kawa z cukrem Laurowy świat Kreatywnie w domu Gagtki Trzy Gugusiowo Ciekawe dzieci Świat Tomskiego Ohana blog On ona i dzieciaki Nasza przygoda diy My home and my heart Konfabula Uszywki Zuzninkowej mamy Mama na pełen etat Scwytane chwile Dzwoneczkowy raj mamy Ogarniam wszechświat Kreatywna mama Mama Aga, sztuka i dzieciaki Mamuśka 24 Pomieszane z poplątanym Worldschool explorers Nasza edukacja domowa Pomysłowe smyki Z motylem na dłoni Zakręcony belfer Zabawy z Archimedesem Dziecko na warsztat